Przeszczep płuc w mukowiscydozie

Rafał na łóżku podłączony do tlenu jedzie na przeszczep płuc

Przeszczep płuc jeszcze nie tak dawno wydawał się odległym marzeniem, dziś stał się moją rzeczywistością. Udało się! Doczekałem tej chwili, jadę do szpitala na przeszczep! Po latach zmagań z mukowiscydozą, po miesiącach spędzonych w szpitalach, po niekończących się badaniach, dusznościach i chwilach zwątpienia, wreszcie nadszedł ten moment. Nie do końca mogłem uwierzyć, że ten dzień wreszcie nadszedł. To był dzień, który mógł odmienić wszystko, dzień, w którym miałem szansę na nowe życie.

Czas oczekiwania i zaostrzenie choroby

Niestety, początek grudnia 2015 roku nie był dla mnie łaskawy. Zmagania z zimowymi infekcjami dały o sobie znać. W domu nie było już sposobu wytrwać, tlen i respirator nie dawały radę. Karetką z domu zostałem przewieziony na Oddział Pulmonologii w Poznaniu. Rozpoczęło się intensywne leczenie antybiotykami. Kroplówka za kroplówką, a mimo tego saturacja na tlenie ledwo sięgała 50% przy pojemności płuc FEV1 ok. 16%. W zagrożeniu życia przeniesiono mnie na OIOM. I tak jakoś przetrwałem to leczenie, dalej oczekując na przeszczep płuc.

Po dwóch tygodniach podleczenia w stanie w miarę stabilnym, wróciłem do domu. Długo jednak nie nacieszyłem się dobrym samopoczuciem. Z dnia na dzień, było gorzej, saturacje spadały nawet do 37%, ratował mnie tylko BIPAP i 5 litrów tlenu, po czym saturacja rządziła się swoimi prawami, nie wzrastając powyżej 65%… A dwutlenek bólem głowy doprowadzał mnie do szału. Ze względu na obfite przewlekłe krwioplucia, o silnych przeciwbólowych środkach musiałem zapomnieć.

Pulsoksymetr do pomiaru tlenu we krwi i tętna, wynik 40 spo2/117
Saturacja SPO2 40 – tętno 117.

Święta Bożego Narodzenia minęły w męczarniach, bólach głowy i okropnych dusznościach, ale powiedziałem sobie, że dam radę sam… Moja decyzja była podyktowana tym, że w Poznaniu na święta oddział Pulmonologii miał przerwę i miałbym trafić na oddział wewnętrzny lub powrót na OIOM. Nie zgodziłem się.

Z ciężkim sercem muszę wspomnieć, że już 27 grudnia 2015 roku, po telefonie z Ośrodka Transplantacyjnego, zdecydowałem się na przyjęcie do szpitala. Z samego rana karetką przewieziono mnie z domu do Szczecina-Zdunowa do Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej i Transplantacji. Wtedy jeszcze nie było dawcy, nie było płuc, ani telefonu z informacją o moim przeszczepie. Jechałem do szpitala z nadzieją, że płuca znajdą się niebawem, choć wiedziałem, że czeka mnie trudny czas oczekiwania i niepewności.

Pomimo licznych badań przeprowadzonych wcześniej w ramach kwalifikacji do przeszczepu płuc, teraz konieczne było ich powtórzenie. Rozpoczęły się badania i oczekiwanie. Dla mnie to najgorszy czas, bo tlen i respirator nie dają ulgi. Mijają godziny, dni.. wieczność! Tak naprawdę wszystko zależy od znalezienia zgodnych płuc.

Po kilku dniach przychodzi wiadomość, że jest dawca i będą płuca dla mnie. Ufff jaka ulga! Tak samo jak szybko przychodzi wiadomość, tak samo okazuje się, że niestety nie ma pełnej zgodności i zostaje mi cierpliwie czekać dalej.

Tutaj mój optymizm gdzieś uciekł, i wola walki zeszła na dalszy plan, to mnie przerosło. Na szczęście fizycznie było lepiej, niż psychicznie i organizm trzymał się dzielnie.

Będzie przeszczep płuc, są płuca..

5 stycznia 2016 roku w południe dochodzą do mnie wiadomości, że coś się zmienia, ale muszę czekać cierpliwie. Nic innego nie miałem do robienia jak czekać, bo w końcu gdzie miałbym się wybrać w takim stanie.

Po godzinie 15 do sali przychodzi dr Maria Piotrowska i oznajmia, że są płuca i będzie przeszczep. Świetnie, przyjąłem to jako żart i jakoś uwierzyć w to, było mi ciężko. Po chwili dzwonek w telefonie, odbieram i jest informacja potwierdzająca prof. dr hab. Bartosza Kubisy, że jest dawca. Będzie przeszczep!

Rafał siedzi na łóżku szpitalnym i rozmawia przez telefon
Ostatnie rozmowy przed wyjazdem na blok operacyjny..

Teraz kiedy minęło już troszkę czasu, emocje opadły, mogę to opisać spokojnie. Bo wtedy myśleć w ogóle nie byłem w stanie. Z jednej strony radość, z drugiej strach. Ale wycofać się już nie było możliwe, bo to mogła być ostatnia szansa. Przeszczep płuc w mukowiscydozie, dla wielu pacjentów stanowi jedyną nadzieję na poprawę jakości życia i przedłużenie go.

Czas na przeszczep płuc

Rozpoczęto ostatnie badania, pobrania krwi i przygotowanie do zabiegu. Wtedy myślałem, że za chwilę pojadę na blok operacyjny i będzie to już za mną. Niestety, z godziny na godzinę informacje się zmieniały, w końcu dowiedziałem się, że przeszczep będzie z samego rana. Na lepszy sen, dostałem tabletkę i tak jakoś dotrwałem do rana.

6 stycznia w dzień Trzech Króli o godzinie 5.30 zostałem przewieziony na blok operacyjny. Ostatnie rozmowy i moja pamięć i świadomość się kończy.

Poznaj moje nowe życie po przeszczepie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *