Strona w budowie. Wrzesień 2009 rok

Po kilkunastu godzinach podróży pociągiem docieram do Rabki, małego uroczego miasteczka uzdrowiskowego. Od samego dworca przychodzi już wspinać się uliczkami do instytutu. Tutaj po wizycie w pawilonie trzecim i spotkaniu z doktorem Andrzejem Pogorzelskim, robie kontrolne badania; bakteriologie i spirometrie (FEV1 – 34) , która wychodzi taka średnia jak na moje oczekiwania. No cóż, może to tak tylko po nieprzespanej nocce, pocieszam się. Na wynik pierwszego badania przyjdzie poczekać kilka dni, te informacje zostawiam już na telefon, gdyż nie zastoje dłuższego czasu na Rabce.

Pierwszy dzień w górach nie zapowiada się najlepiej, od wczesnego ranka z okna pokoju rozpościera się gęsta mgła i pada deszcz. W głowie kłębią się różne myśli. Chyba to będzie wolny dzień od wędrówki, ale aż szkoda było by marnować tak czas. Jednak tuż po ósmej godzinie, powoli się przejaśnia, co bądź słońca nie widać, ale uznaję, że można wyjść na czerwony szlak w kierunku Maciejowej.

Powoli przemierzam drogę pośród jeszcze zielonych łąk, a przede mną zachmurzone wzgórza. Ciemne kłębiące się chmury wywołują lekkie przerażenie tego co mnie czeka. Z każdym kolejnym krokiem jednak coraz bardziej delektuje się malowniczymi widokami, które rekompensują całe zło i ten błotnisty szlak.

Dalej szlak zmienia się w usypany odłamami skalnymi, porośnięty drzewiną z coraz trudniejszymi podejściami, na tyle, że wejście z plecakiem staje się meczące i przychodzą pierwsze duszności. Najtrudniejszy odcinek tego dnia był właściwie na Maciejową. Tutaj krótki postój, przerwa na ciepłą herbatkę, obowiązkowe odwiedzenie schroniska i zakup kartki z pamiątkową pieczęcią. Na Stare Wierchy idzie się wyjątkowo przyjemnie i schodzi to dość szybko.